Rozmawialiśmy z jurorami „Niebywalencji”

Jaworzno było gospodarzem drugiej edycji Festiwalu im. Jeremiego Przybory „Niebywalencja”, organizowanego przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA. Festiwal odbył się 17 i 18 listopada. Rozmawialiśmy z jurorami festiwalu: Jackiem Fedorowiczem i Teresą Drozdą. Pan Jacek to satyryki aktor, konferansjer, autor tekstów, scenarzysta, który z Jeremim Przyborą spotkał się już w latach 60., podczas wspólnych występów w Teatrze Wagabunda. Był też zapraszany przez mistrza do Kabaretu Starszych Panów. Teresa Drozda jest dziennikarką, twórczynią serii audycji o Jeremim Przyborze i znawczynią jego twórczości. Redagowała zbiór „Dzieła (niemal) wszystkie Jeremiego Przybory”.


Duch Jeremiego czuwał

Jakie są pańskie wrażenia po tych 21 występach festiwalowych?jacek-federowicz

Wrażenia są jak najlepsze. Było tak, jakby duch Jeremiego Przybory czuwał nad tym wydarzeniem. Festiwal miał swoją atmosferę, inną, niż to wszystko, co dookoła. I tak było zawsze z Przyborą. Był on zawsze sobą, a cały świat, o ile nie w kontrze do niego, to był zauważalnie inny.

Dziś piosenki mistrza Przybory wykonywali przede wszystkim młodzi artyści. Jak to jest, że te utwory współcześnie nadal są aktualne?

To zależy, co ma pan na myśli, mówiąc o ich aktualności. Ale też sztuka wysokich lotów ma to do siebie, że trwa i mam wrażenie, że przetrwa jeszcze wiele lat.

Czy mogę też spytać o pańskie kontakty z Jeremim Przyborą. Jakie one były?

Nie da się tego opowiedzieć w dwóch słowach. Ale zaznaczam też, że nie spotykałem się z nim aż tak często, jak można by sądzić z racji mojego wieku. Nie byłem nigdy w pierwszej drużynie aktorów, których on zapraszał. Bo zapraszał najlepszych, a ja byłem raczej w drugiej lidze. Załapałem się na parę piosenek, tylko jedną w całości dla mnie napisał.

A gdyby spróbować w kilku zdaniach opisać mistrza? Co było dla niego najbardziej charakterystyczne?

To, że prywatnie był on dokładnie taki sam jak przed kamerami, mikrofonem czy w życiu scenicznym. To znaczy, że potrafił swoją prawdziwą postać przetłumaczyć na język sztuki.

Może pan jeszcze przytoczyć anegdotę związaną z Jeremim Przyborą. Może tę, o której mówił pan podczas festiwalu?

Podaję tę akurat zawsze jako przykład specyficznego i niesłychanie dyskretnego poczucia humoru Jeremiego. Zapamiętałem sobie sytuację, która wydarzyła się, kiedy siedzieliśmy przy stoliku w restauracji jako artyści objazdowi, bo jeździliśmy wtedy z Teatrem Wagabunda. W pewnym momencie Marysia Koterbska zapytała: „Jeremi, widzę, że nie jesz groszku. Nie lubisz?”. Na co Jeremi odpowiedział: „Lubię, ale nie do tego stopnia, żeby go jeść.” Szalenie mi się to podobało.

Przy pańskim doświadczeniu scenicznym z pewnością miał pan wielokrotnie do czynienia z wydarzeniami podobnymi do dzisiejszego. Może pan ocenić, jak udał się festiwal „Niebywalencja” pod kątem organizacyjnym?

Ależ było uroczo! Wszystko było bardzo kameralne, każdy był dla siebie życzliwy, nikt nie podnosił głosu. Podkreślam to, co powiedziałem już wcześniej, że duch Jeremiego czuwał nad festiwalem.

Inteligencja nie trąci myszką

Jak to się stało, ze jest pani największą znawczynią twórczości Jeremiego Przybory w Polsce?teresa-drozda

To przesada, na pewno nie jestem największą znawczynią w Polsce.

Ale jest pani z pewnością w czołówce.

Z tym że jestem w czołówce mogę już się zgodzić.

Skąd w takim razie ta fascynacja?

To był proces. Zaczęło się oczywiście od zwykłego słuchania piosenek w domu, potem powoli odkrywałam kolejne piosenki, opowiadania, całe przyborowe światy, czy to w archiwach radiowych, czy w różnych programach telewizyjnych. W końcu, ponieważ moje zainteresowanie nie słabło i było dość konsekwentne, okazało się, że wiem więcej.

Festiwal oddał ducha Jeremiego Przybory? Było tak, jak należy?

To oczywiście jest strasznie trudne, bo dla każdego ten duch Jeremiego Przybory będzie oznaczał coś innego. Trochę inaczej będzie to rozumiał Jacek Fedorowicz, trochę inaczej Magda Umer i jeszcze coś innego będzie on znaczył dla mnie. Nie skrzywdzono twórczości mistrza. Poziom konkursu był bardzo przyzwoity i wyrównany. Część osób trochę zjadła trema, było widać, że niektórym brakuje jeszcze obycia czy też doświadczenia scenicznego. Ale było kilka bardzo ciekawych i inteligentnych propozycji. Najistotniejsze dla nas, jak sądzę, było to, że skoro jesteśmy na festiwalu Jeremiego Przybory, którego materią tworzenia było słowo, to słowo właśnie powinno być tu na pierwszym miejscu. W związku z tym, jeśli ktoś w piosence mylił tekst, zmieniał sens, trochę nas to bolało, nawet jeśli fantastycznie śpiewał. Wiele pomyłek można wybaczyć, ale błędy w tekstach Jeremiego Przybory czy na przykład Wojciecha Młynarskiego, z mojego punktu widzenia, są niedopuszczalne. Te teksty są jak układanki, jak puzzle. Cokolwiek się w nich przestawi, zmieni jakikolwiek element – sypie się cała piosenka. Dlatego niezmiernie ważne jest, żeby do oryginalnego tekstu zajrzeć, starannie się do wykonania utworu przygotować, zrozumieć, o czym jest. Niemniej, powtarzam, że poziom konkursu był bardzo dobry, a przegląd bardzo ciekawy. I tym jestem bardzo, bardzo zbudowana.

Jak to jest z tymi tekstami pana Przybory, że dziś, po tylu latach młodzi ludzie potrafią je zaśpiewać, chętnie je wykonują i wygląda na to, że nie trącą one dla nich myszką?

Dlatego, że inteligencja nie trąci myszką! Koniec.

Rozmawiał: Dawid Litka

2018-12-07T08:55:34+00:0005/12/2018|Kategorie: Kultura, MCKiS, Puls Jaworzna, Teatr Sztuk|Tagi: , |