Obecna tzw. kultura popularna jest jak świnka morska. Ani morska, ani świnka.

W jednym z marketów można kupić Bochenek Rhapsody. Nazwa inspirowana oczywiście zespołem Queen, ale mistrzowie marketingu nie przewidzieli, że lepszy byłby obecnie Zenonian Rapsodia, bo przaśnie, po polsku i produkt wzorowany na ukochanym wokaliście polskiej wsi sprzedawałby się jak ciepłe bułeczki, tzn. chlebek.

W tym roku kompletnie olałem sylwestra. Co to za sens świętować, że jest się rok starszym? Zabawa w sztuczne ognie też mnie nie bawi, bo kilka lat temu dorosłem do tego, aby nie puszczać kasy z dymem. Nie było imprezy, szampana, a już na pewno nie było telewizji.

Nie to, żebym miał coś do disco polo, nawet kiedyś żartowałem, że żałuję, iż nie mam talentu do pisania prostych tekstów i do tworzenia szalonego image scenicznego, który od Mazur aż po Bolęcin i okolice wzbudzałby podziw. W końcu co złego jest w graniu kiczu? Robota jak każda inna, w końcu każdy coś za pieniądze czyni. Nie ma powodu do wstydu. Malarz maluje swoje jelenie na rykowisku, aby zarobić na chleb, nie sądzę, aby wierzył, ze zostanie kolejnym Kossakiem. A pisarze? Abstrahując od poważnych literatów, większość na księgarskich półkach to poczytne kryminały, pisane wręcz sztampowo i maszynowo, aby tylko dobrze się sprzedać. Zenek wykorzystuje cudownie swoje kilka minut, przekuwając kicz na niewiarygodny sukces medialny i finansowy, czego tylko można mu pogratulować, bo 99 procent osób chcących zarabiać duże pieniądze na muzyce nie będzie o tym nawet śniło. I bawi mnie okrutnie, kiedy moi znajomi (środowisko słuchające muzyki rockowej) przeżywają katusze z tego powodu. I krytykują,czując się wybrańcami świata i lepszymi, bo słuchają “ambitniejszych” twórców. Tylko że trzeba się opanować, bo fan wysublimowanego jazzu może naszą muzykę skrytykować, a jazzmana fan muzyki poważnej, a na to wszystko przyszedłby mój serdeczny kolega Waldek i by się z nas wszystkich ośmiał, bo jakie to ma znaczenie, kto co lubi. I ma rację.

Gdybyśmy wszyscy lubili to samo, to byłby straszny koszmar dla ludzkości. Różnorodność jest ważna, każdy ma prawo być kimś innym i to czy komuś to pasuje czy nie, nie ma kompletnie znaczenia. To się nazywa TOLERANCJA. I ja jej mam pod dostatkiem. Dla innych nacji, ras, wyznań, poglądów, gustu oraz orientacji seksualnej. Ale wracając do głównego tematu tego noworocznego rozmyślania…

Żeby nie było za różowo z tym całym disco-polo, uważam, że jest to o tyle niepokojące, że faktem jest promowanie tego typu treści przez stacje, które mają z zasady nieść kaganek oświaty i różnorodności, a nie tylko komercyjne treści. Szczerze powiedziawszy, to uważam, że jest przerażającym, że to nadaje telewizja publiczna, która powinna działać według misji, ustawowej! Art. 21ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji wyraźnie mówi: Publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując na zasadach określonych w ustawie całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.

I gdzie to wyważenie? Gdzie wspomniany kaganek? Czy telewizja publiczna powinna się ścigać z koszmarkami typu kabaret na Polsacie i gala disco-polo? Może i trochę tak, bo w końcu
jest dla wszystkich, ale gdzie pozostałe treści? Co drugi dzieciak w przedszkolu zna tekst “Przez jej oczy zielone”, ale słowa hymnu są mu obce. Rośnie pokolenie, które karmione komercyjną papką nie są już w stanie powiedzieć, kto jest obecnie premierem kraju albo w którym roku weszliśmy do Unii Europejskiej. Że już o literaturze klasycznej lub innych dziedzinach sztuki nawet nie wspomnę. Oczywiście nie wszyscy – poznałem też ambitnych młodych ludzi, którzy poza słowem “hajs” mają jeszcze swoje pasje i to w nich jest nadzieja, której życzę Państwu w roku 2020.

A teraz idę obejrzeć “Słoneczniki” Chopina, namalowane na cześć wiejskiej posiadłości przyszłego polskiego Nobla z fizyki, otrzymanego za tworzenie ciemnej masy społecznej. A później skoczę na wesele Wyspiańskiego, bo lubię się dobrze zabawić, oby tylko grali “pod nóżkę”.

Wojciech P. Knapik