Kupa jest pyszna. Miliony much nie mogą się mylić.

Opublikowane zestawienie twórców kultury, którym przyznano dotację na przetrwanie pandemii, skłóciło całe środowisko artystyczne i kulturalne w kraju. Znany i ceniony artysta Kazik, szef zespołu KULT, stwierdził, że nie chce tych pieniędzy, bo jak to zazwyczaj w państwie bywa, jeden musiał zostać z podatków ograbiony, aby inny mógł coś dostać, ponieważ państwo swoich pieniędzy nie posiada. Oliwy do ognia dolał lider zespołu Bayer Full, odpowiadając, że on płaci ciężkie podatki i jemu się należy, bo, sprzedał 17 milionów płyt, a kto pamięta taki zespół, jak Kult i kto kupuje ich płyty?

No i się rozpętało. Artyści i wykonawcy skrajnie oburzeni wypowiedzią rozpoczęli ogólnopolską dyskusję na temat tego, czy wolno obrażać kulturę, będąc discopolowcem. A ja naprawdę nie rozumiem, o co to zamieszanie z kolesiem z Bayer Full?

Tylko że to nie ma nic wspólnego z kulturą! Gostek z zespołu disco-polo (którego nazwiska nie pamiętam, ale mi się nie chce sprawdzać) stworzył fabrykę do robienia pieniędzy i tak to trzeba traktować. To produkt. Taki sam jak kiedyś była ABBA, jakimi są setki pseudogwiazdek po telewizyjnym talent show. A ponieważ jest popyt na to, co robi, to sprzedał 17 milionów płyt i mu odwaliło, jak niejednemu po dorobieniu się poważnej kasy. I teraz ja się mam przejmować, że ktoś, kto jest mi kompletnie obojętny, wygłasza jakieś bufoniaste tyrady słowne? No i co? Czy według was, to ma wpływ na tzw. kulturę? Przecież to tylko świadczy o jakimś nic nieznaczącym dla większości człowieku, który zabełkotał coś w telewizji. Politycy bełkoczą cały czas. Edyta Górniak często. Jacyś celebryci, których nie znam też. O co to zamieszanie?

Kolejna strona medalu. Kto powiedział, że jedno jest kulturą, a drugie nie? Czy ktoś sobie zdaje sprawę, że Chopin też był uważany za modnisia, celebrytę i grał niezłą komercję jak na swoje czasy? Jak byli postrzegani jazzmani przez twórców i wykonawców muzyki klasycznej? Jak barachło, byli źle ubrani, grali w zakopconych spelunach i daleko im było do sal operowych. A teraz jazz uważa się za podstawę całej muzyki rozrywkowej i za wyższy byt muzyczny. Z punk rocka kpiono, że żenujący poziom, obecnie mówi się o głosie rewolucji lat 70/80 i pokoleniowym znaczeniu w rozbiciu komunizmu. A teatr? Czym jest lekka komedia teatralna, że nie powiem farsa z aktorami znanymi z marnych seriali, w zderzeniu z klasycznym Fredrą zagranym na deskach Teatru Narodowego? To komedia i to komedia, to teatr i to teatr. Kultura i jej odbiór to rzecz subiektywna, kwestia gustu. A podobno o gustach się nie dyskutuje. Ale to idiotyczne, bo tylko

o tym się rozmawia, rozprawiając o wyższości “majteczek w kropeczki” nad “znam Chinkę cziku cizku linke i jej matkę cziku cziku latke” albo że “Baśka miała fajny biust” tudzież “Dzień dobry, kocham cię, już posmarowałem tobą chleb”. Proszę wskazać teraz, gdzie tu jest kultura, a gdzie nie. Trochę cienka granica, prawda? A dwa teksty pochodzą z disco-polo, a dwa z muzyki uważanej za poziom wyższy.

A żeby dolać oliwy do ognia, 95 procent artystów scenicznych marzy o sukcesie komercyjnym i popularności, a muszą zazwyczaj obchodzić się smakiem i jedynym sukcesem jest docenienie przez publiczność ich umiejętności wykonawczych. Gdyby jednak można było nagiąć trochę ten artyzm za odpowiednią kasę… To pewnie i chętnie, prawda? Podsumowując, możemy kolesia od disco polo wyśmiać, że zachowuje się jak gamoń, ale po co się tym podniecać? Dorabiać ideologię? Dajmy spokój. A Kazik powinien zapromować koszulkę z twarzą discopolowca i tekstem “Co to za zespół KULT?” i dodatkowo zrobić o tym płytę. I setki materiałów płatnych. I sprzedać tego 18 milionów, dla zasady.

Tymczasem tylko dodam, że dla mnie kultura to to, czego mam ochotę doświadczać, to jest tylko kwestia mojego odbioru. Tak jak muzyki nie dzielę na rodzaje, tylko na wykonawców, których słucham albo nie. Filmy, które oglądam albo porzucam w połowie i spektakle, które chcę oglądać, a za które bym nie chciał zapłacić ani grosza. A do disco polo mam identyczny stosunek jak do śpiewu operowego, większości punka czy polskiego hip-hopu – nie jestem w stanie przetrwać nawet trzech minut.

Tekst: Wojciech P. Knapik