Jaki jest Kamil Bednarek – idol młodego pokolenia, gwiazda drugiej odsłony Dni Jaworzna? Z naszej rozmowy wynika, że to człowiek pokorny, ciepły, uśmiechnięty, zarażający pozytywną energią. Marzył, by wyrażać siebie poprzez rytmy reggae. Dzięki muzyce dąży do tego, żeby być lepszym. Ma też swój talizman, z którym się nie rozstaje.

Rewelacyjny koncert, świetne show. Jak się grało dzisiaj?

Wspaniale. Zawsze powtarzam, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Ten koncert został przeniesiony z powodu burzy i dzisiaj było fantastycznie, ludzie świetnie się bawili.

No właśnie, mistrzostwo – to co się działo na widowni. Interakcja z publicznością była niesamowita. Jak ty to robisz?

Zawsze to porównuję do ping ponga. Odbijam piłeczkę do widowni, ona do mnie, energia się kumuluje. Dla mnie zawsze ważny jest kontakt z fanami, chciałbym, aby wiedzieli, że jestem taki sam jak oni, tylko śpiewam. Też popełniam błędy, przeżywam to samo. Ta bliskość z widownią jest potrzebna każdemu artyście. Uwielbiam otwierać się, mówić, co czuję. Kiedy przeżywamy podobne sytuacje, to nas zbliża, a muzyka pomaga mi to wyrazić.

Muzyka jest z tobą od zawsze. Mając 17 lat, założyłeś z kolegami zespół reggae. Skąd fascynacja takimi rytmami?

Muzyką reggae zafascynowałem się, gdy miałem 15 lat. Była dla mnie drogowskazem. Wychowywałem się w ubogiej rodzinie i to co miałem, poza miłością rodziców, bliskich, przyjaciół, to była muzyka, talent, coś, czego nie da się kupić, ale można szlifować. Kiedy zakochałem się w reggae, marzyłem, aby wyrażać siebie poprzez te dźwięki. Ten gatunek do mnie trafił, bo jest lekki, ale też porusza ważne kwestie życiowe, problemy młodych ludzi, jest szczerym, dobrym przekazem. Wtedy tego potrzebowałem, zacząłem pisać, dawało mi to radość. Dzięki temu odsuwałem od siebie problemy.

Grasz na saksofonie, gitarze, fortepianie. Masz wykształcenie muzyczne?

Gdy miałem 5 lat, tata wysłał mnie do ogniska muzycznego, uczyłem się gry na keyboardzie. Jako 10-latek grałem na saksofonie, potem ze słuchu na perkusji i gitarze. Te umiejętności pomogły mi tworzyć muzykę, wiem, jakiego klimatu potrzebuję, aby przekazać to, co śpiewam. Teraz, w miarę wolnego czasu ćwiczę wokal. Tak więc rozwijam się cały czas.

Uważa się ciebie za ambasadora reggae w Polsce, ale flirtujesz też z innymi stylami. W jakim kierunku będziesz podążać?

Wracam do reggae. Te muzyczne podróże były mi potrzebne, bo każdy gatunek ma coś wyjątkowego w sobie. Chciałem się nauczyć czegoś nowego, aby unowocześnić reggae, coś pozmieniać, aby stało się bardziej świeże. Reggae zamknięte jest w pewnych kręgach akordów, stylu grania, ale dodając elementy soulu, rapu, staje się świeże. To jest piękne, że muzyka jest taką studnią bez dna, można z nią eksperymentować. Po ośmiu latach wracam do korzeni, może dodam trochę “przypraw”.

W piosence “Poczuj luz” śpiewasz: “Poczuj luz, muzyką wypełnij dzień, to antidotum na stres”. Czym dla ciebie jest muzyka? Co byś robił, gdybyś nie śpiewał?

Na pewno podróżował, ale myślę, że nie pozwoliłbym sobie na podróżowanie bez muzyki, to dzięki niej mogę tę pasję realizować. Muzyka jest dla mnie lepszą połową dnia, dzięki niej dążę, aby być lepszym. Dzięki niej staję się silniejszym, gdy mówię o swoich problemach. Ludzie postrzegają mnie jako kogoś silnego, który poradził sobie z całym zamieszaniem, presją. Dzięki niej cały ten blichtr nie ma na mnie wpływu, mogę realizować swoje marzenia. Zdaję sobie sprawę, że bycie artystą, to nie jest łatwy zawód, ale dzięki muzyce udało mi się przetrwać trudne chwile.

O tej piosence powiedziałeś, że jest to utwór, po odsłuchaniu którego człowiek może na chwilę zwolnić i wyluzować, złapać beztroską chwilę. Jak sobie radzisz, gdy wszystko cię przytłacza?

Miewam trudne momenty, ale kiedy jestem na scenie, tego po mnie nie widać. Śpiewanie to najlepsze, co mnie spotkało. Czuję, że jestem ludziom potrzebny i to jest dla mnie ważne. Pamiętam pewną dziewczynę, która chciała sobie życie odebrać, miała pocięte ręce. Po każdym koncercie rozmawiałem z nią, posyłałem pozytywną energię. Po dwóch latach spotkałem ją, to była już inna osoba, uśmiechnięta, dziękowała mi za wszystko. To są takie wzruszające momenty, ściskają za serce, uświadamiają, że swoją muzyką mogę pomóc ludziom.

Muzyką spełniasz życzenia ludzi, ale również spełniło się twoje życzenie – nagrywałeś w studiu Boba Marleya, zagrałeś na Jamajce.

To była pierwsza taka moja podróż zagraniczna i to jeszcze na Jamajkę. Mogłem bardziej poczuć ducha tej muzyki, zobaczyć, w jakich warunkach ludzie tam żyją, tworzą. To była też lekcja pokory – pojechać do Trzeciego Świata, gdzie ludzie mają mniej niż my, a tworzą tak radosną muzykę. Miałem przyjemność obcowania z muzykami Boba Marleya, dowiedziałem się, jak oni podchodzą do grania. To jest zupełnie inne myślenie. Moi muzycy są wspaniali pod względem technicznym, wypracowaliśmy wysoki poziom, ale Jamajczycy to robią perfekcyjnie. Uprawiają ten folk od dziada pradziada i czują to, bo wypływa to z ich korzeni.

W przeboju “Talizman” śpiewasz “W sercu talizman zaklętych słów”. Masz swój talizman, coś co cię chroni przed nieszczęściem albo przynosi szczęście?

Mam na szyi krzyżyk, który dostałem od babci, noszę go cały czas. Na łańcuszku są jeszcze nutka, którą dostałem od przyjaciela i orzełek polski. To są takie dla mnie ważne amulety, z którymi się nie rozstaję i które mnie chronią.

Podobno wstydziłeś się nagrać “Ciszę”. A teraz to dla ciebie ważna piosenka.

To jest bardzo stara piosenka. Pisaliśmy ją do hip-hopowego układu z przyjacielem Stachem. Ale nie byłem z niej zadowolony. Potem zagrałem ją w Regawie, słyszał to mój brat, który bardzo chciał, abym nagrał dla niego tę piosenkę. Kolejna historia związana jest z piosenką “List”. Słowa do niej napisał mój tata, to jest bardzo osobista piosenka. Napisał piosenkę dla mamy, kiedy byli jeszcze młodzi. Mama jest spod Lublina, tata z okolic Brzegu, spotkali się nad morzem, zakochali się, nazywał mamę Iskierką. Bardzo się wzruszył, gdy mu o tym powiedziałem. Tata kiedyś marzył o karierze muzycznej, ale nie miał możliwości, by to zrealizować. Więc to jest tym bardziej szczególna piosenka. Stwierdziłem, że to będzie fajna pamiątka dla niego.

“Bądź przykładem jak życie doceniać, podążając drogą spełnienia” – tak śpiewasz w “Poczuj luz”. Jakie rady dasz młodym ludziom, którzy są na początku swojej drogi.

Na pewno pokora, dzięki której rozwijamy się dwa razy szybciej. Absolutnie nie należy porównywać się do innych, trzeba konsekwentnie pracować nad sobą, pamiętać, że bez treningu i systematycznej pracy niczego nie osiągniemy. I jak najdalej od używek, bo można zmarnować najlepsze lata życia.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Szpak