Myszy, deszcz i Polska

Tytuł pochodzi z wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Wyszukajcie sobie w internecie, a dowiecie się, czego dotyczy.

Gdzieś pomiędzy Katowicami a Sosnowcem, stojąc w korku na wysokości IKEI na drodze S86, mógłbym pomyśleć, że chciałbym pojechać na wakacje. I może nawet nie wrócić. Tak się nie stanie, bo tu mam przyjaciół, rodzinę i jestem odpowiedzialny za wiele spraw.

Zastanawiam się, kiedy któryś z prominentnych polityków, mających wpływ na nasz kraj, zaproponuje, aby podzielić Polskę na dwie części. Do której Polski bym się nadawał? I czy bym tęsknił za tą drugą Doszedłem do wniosku, że wewnątrz tych dwóch nowych krajów, zwanych Polską, też by doszło do konfliktów i podziałów. I tak bez końca…

W roku 2005, gdy umarł Jan Paweł II, nasz kraj posmutniał. Czuć było przykrość na ulicach, w mediach, w szkołach i kościołach. W powietrzu unosił się zapach palonych świec, na schodach kolegiaty utworzono ze zniczy wielki krzyż. Czy ktoś był religijny, czy też nie, należało uszanować jedną z najważniejszych postaci XX wieku. Słowo JEDNOŚĆ po raz pierwszy od bodaj przełomu w 1989 r. znowu miało znaczenie, bo przecież na dramatach jedność stoi. Nie na szczerości, dobroci, miłości. Nie na pieniądzach, dobrobycie.

Minęło kilka tygodni i wszystko wróciło do normy – podziału kraju na zwalczające się obozy. Tak mniej więcej trwało przez 5 lat. Niedługo po piątej rocznicy śmierci Karola Wojtyły doszło do tragedii w Smoleńsku. Ponownie kraj wstrzymał oddech, politycy z każdej ze stron politycznej sceny apelowali, by wznieść się ponad podziały i uszanować śmierć prezydenta naszego kraju oraz współpasażerów. Wielka to
była tragedia i na kilka dni znów zjednoczyła Polaków. Aż do pogrzebu Lecha Kaczyńskiego, którego pochówek na Wawelu stał się przyczynkiem do kolejnych podziałów. Dodatkowo miesięcznice katastrofy, niejasne śledztwo oraz skrajnie pokazujące sprawę media dołożyły oliwy do ognia. I zaczęła się fala nienawiści, wściekłych komentarzy, opluwania, oskarżania. Jad lał się z każdej strony, zatruwając nasze mózgi i zaślepiając oczy. Nie było przy tym ważne, na jakim poziomie odbywała się “debata”, zazwyczaj i tak kończyła się wymianą ciosów, nowymi urazami, dawała pożywkę dla dalszej jatki, utrzymywanej permanentnie w pożałowaniu godnym stylu.

Podczas ostatnich wyborów samorządowych nabrałem obrzydzenia do internetu. Byłem zaangażowany w przypadku kilku osób w ich kampanię, starałem się doradzać, aby nie dawali się wciągnąć w internetowe przepychanki, aby nie stawali się łatwym celem dla jadowitej rzeszy komentatorów, którzy zazwyczaj nic nie wnoszą do społecznej debaty czy też życia społecznego, a krytykują bez argumentów. Tak jak w kłótni – kiedy zaczyna się krzyk, to już jest koniec, bo zostają tylko puste emocje i próba przekrzyczenia. Przerażające jest to, że osoby które lubię i cenię, w trakcie wyborów argumentowały: Jestem przeciw, bo to PISIOR! Albo: Daj spokój, to PO-wiec. A dla mnie człowiek. I albo go cenię i głosuję na niego, albo nie cenię i nie głosuję. I zgadzam się z wynikiem wyborów, bo tak właśnie działa demokracja. A wracając do głównego wątku: śmierć Pawła Adamowicza oraz rezygnacja Jurka Owsiaka z funkcji szefa WOŚP też połączyły Polaków. Przez internet przeszła fala wsparcia, puszczano w radiu “Dziwny jest ten świat” Niemena
i pojawiły nawoływania do dobra. Powstał łańcuszek wsparcia dla Jurka, aby nie odchodził i… zadziałał.

Myślę, że będzie to trwało krótko. Nic to wszystko nie da, bo rozwiązania pokojowe, typu marsz przeciwko przemocy nie rozwiązują niczego. Nie jestem pewien, czy nie potrzebujemy wprowadzenia ostrych praw, które będą porządkować język nienawiści i karać bezwzględnie takie zachowania. Rozwiązać sprawę, jak w Anglii rozwiązano problem pseudokibiców – drakońskie kary, dożywotnie zakazy stadionowe i wykluczenia społeczne. Bo chyba inaczej się nie da, a piszę te słowa jako zdeklarowany pacyfista. Szlag mnie trafił, jak przeczytałem 24 godziny po śmierci CZŁOWIEKA, że dobrze mu tak, bo należał do tej czy innej partii politycznej. Karać, tępić takie zachowania i nie mieć litości. W trybie sądowym 24-godzinnym. Od chłystków na profilach FB po wypowiedzi polityków włącznie. Dura lex, sed lex. Nie da się inaczej.

Tekst: Wojciech P. Knapik

2019-01-25T08:34:44+00:0025/01/2019|Kategorie: Felieton, Puls Jaworzna|Tagi: |