Minęło już 80 lat od czasu, gdy w Ciężkowicach hitlerowcy rozstrzelali 20 mężczyzn. Dokładnie 5 czerwca 1940 roku Niemcy wycelowali swoje karabiny w 14 mieszkańców wioski i w sześciu więźniów z więzienia w Chrzanowie. Kule zabiły prawie wszystkich. Przeżył tylko jeden. Współcześni jaworznianie pamiętają o ofiarach. Mieszkańców nie zbrakło również w tym roku. W mniejszym, z powodu pandemii, gronie zebrali się w niedzielę, 7 czerwca, przed ciężkowickim pomnikiem Ofiar Faszyzmu. Złożyli kwiaty i zapalili znicze. Nie zabrakło też symbolicznego wieńca od prezydenta Jaworzna. O oprawę tego wydarzenia zadbali członkowie Towarzystwo Krzewienia Tradycji Kawalerii Polskiej im rtm. Pileckiego w Chrzanowie. Uroczystość poprowadził radny Janusz Ciołczyk, prezes LKS Ciężkowianka Jaworzno, który odczytał nazwiska zamordowanych.

Ofiarami niemieckich żołnierzy byli Teofil Barański, Antoni Broda, Karol Chechelski, Fryderyk Cichy, Mikołaj Ciołczyk, Bronisław Nowacki, Karol Pazdalski, Jan Sołtysek, Jan Kramarczyk, Piotr Noris, Franciszek Bielik, Franciszek Chechelski, Stanisław Chechelski, Andrzej Ciołczyk, Herman Jakubowicz, Józef Pazdalski, Jakub Pierzchała, Tadeusz Życiński, Stanisław Kuca – wymienił Janusz Ciołczyk. Przeżył jedynie Roman Pierzchała – dodał.

Dlaczego doszło do rzezi? Niemcy postanowili rozstrzelać ciężkowiczan i kilku więźniów po to, by się zemścić. Dzień wcześniej, około godz 22.00, niezidentyfikowani napastnicy zabili bowiem Ottona Kremlinga, znienawidzonego komendanta niemieckiej policji. Hitlerowcy nie szukali jednak sprawców, postanowili za to spalić całe Ciężkowice. Ściągnęli dodatkowe oddziały i otoczyli miejscowość. Do rzezi nie doszło tylko dzięki zabiegom miejscowego proboszcza, ks. prałata Andrzeja Mroczka, i interwencji dwóch Niemców, Paula i Reinholda Nowaków, z cementowni “Szczakowa”. Ostatecznie okupanci zdecydowali się na pokazową egzekucję. Zginęło 19 mężczyzn. Ciężko rannego Romana Pierzchałę uratował polski lekarz Adam Klaczak. Medyk miał potwierdzić zgon wszystkich rozstrzelanych. Gdy spostrzegł, że jeden z nich nadal żyje, zataił ten fakt przed Niemcami. Pierzchałę udało się wywieźć po egzekucji w bezpieczne miejsce. Gdy wyzdrowiał, nadal walczył z niemieckim najeźdźcą, by w końcu zginąć z rąk okupanta.

Krewni rozstrzelanych mężczyzn kultywują w swoich rodzinach pamięć o ofiarach egzekucji. Co roku hołd pomordowanym składa np. bratanek Teofila Barańskiego.

Wujek jest w naszej rodzinie uznawany za bohatera – podkreśla Zbigniew Barański. Mój tata często o nim opowiadał. I nawet teraz, gdy ojca już nie ma, nadal przychodzę na uroczystości, by złożyć hołd uczcić pamięć wujka i pozostałych ofiar – dodaje.