Spotyka się dwóch kolegów:
– Wywaliłem wczoraj telewizor!
– Jak to? Przez okno?
– Nieeeee… Przez te oczy zielone

Kiedyś na przystanku podszedł do mnie sąsiad. Zapytał o fajkę, odparłem, że nie palę ponad 5 lat, zdziwił się i niestety kontynuował pogawędkę. Niespecjalnie przepadam za nim, bo rozmowa się nie klei, bo i o czym gadać? Na wszystkim się zna najlepiej: na piłce nożnej, na polityce, ekonomii, ma pewnie doktorat z każdej z tych dziedzin, tak sądzę. Z higieny nie ma, bo wygląda i “pachnie” jakby mył się ostatni raz w latach 90. Wyznał, że jedzie do centrum na zakupy, bo jego Dżulietta zażyczyła sobie jakiś oryginalny prezent na Walentynki. Zapytał, co ja kupuję, na co odparłem wymijająco, że w tym roku postanowiłem, iż święto to obchodzę co najwyżej szerokim łukiem. Nie zrozumiał, dalej drążył temat.

A jak coś wymyślić, aby było atrakcyjnie, niebanalnie i oryginalnie?

Faceci są podobno z zasady nieskomplikowani: teoria mówi, że klasyczny chłop myśli albo o jedzeniu, albo o seksie. Tak więc sprawdź i jak nie ma erekcji, zrób mu kanapkę. Na walentynki kupisz flaszkę taniej łychy i też się ucieszy, niczym piroman na szlaku architektury drewnianej. Nawet da się namówić na wyjście do kina, na kolejną komedię romantyczną, bo na film o Zenku to już na pewno nie.

W każdym razie pójście do kina w ten dzień to słaby pomysł, bo często jest tak, że ładniejsza część związku lobbuje za jednym z tych filmów w stylu “erotyk dla niewymagających przedstawicieli zawodu SZLACHTA NIE PRACUJE”, to wtedy chłopie nogi za pas, siekiera na plecy i znikaj w bieszczadzkich kniejach jak najszybciej. I zostań tam 365 dni.

Z ciekawości, co ludzie wymyślają, zacząłem robić rozpoznanie, jakie ciekawostki można nabyć na to klasyczne święto zakochanych.

Wiecie, że Magda Gessler miała kiedyś własną markę wędlin? O ile ciężko mówić o sukcesie czy klęsce projektu, o tyle o jego autorce natychmiast zrobiło się głośno i to głównie za sprawą promowanych specjalnie na walentynki parówek z lubczykiem. Taka wykwintna kuchnia niejedną Grażynę chwyci za serce, bo co jak co, ale każdy polski Janusz parówkę ugotować potrafi idealnie. Gorzej, jak wybranka serca zażyczy sobie do tego herbatę, bo tu już facet może nie podołać wyzwaniu i przypali wodę.

Zawsze mnie fascynował temat jadalnej bielizny. Nie, żebym miał na to apetyt, to raczej czysta ciekawość. No i kwestia tego, że damskie stringi to przecież niewielka ilość materiału, natomiast męskie bokserki, to całkiem sporo. No co po takiej atrakcji? Pani przejedzona, a facet głodny? Coś tu się nie sprawdziło. No chyba że wybranka serca lubi barchanowe majty, no to kąsek całkiem spory, byle bez koronki, bo może się przykleić do żołądka.

Ilość słodyczy i pierdół z serduszkiem jest niewyobrażalna w każdym sklepie. I taka akcja się dzieje: do jednego z nich wchodzi dojrzały, dobrze ubrany mężczyzna, ogląda przez chwilę towar, podchodzi do sprzedawcy:

– Dzień dobry, poproszę tamtą wielką, pluszową, czerwoną d…
– Ależ, proszę pana! To jest serce!
Mężczyzna patrzy na sprzedawcę ciężkim, wymownym spojrzeniem, wzdycha i mówi:
– Od ponad 30 lat jestem kardiochirurgiem i doskonale wiem, jak wygląda serce. Więc przestań się chłopcze wymądrzać i podaj mi tę wielką, czerwoną d…

A przecież kiedyś trzeba było wysłać kartkę jako wyznanie uczuć, emocji czy po prostu sympatii, z czasem to, jak każde inne święto urosło do rangi komercyjnego przedsięwzięcia. A tymczasem ciekawostka: w czasach epoki wiktoriańskiej napisanie walentynkowej karty brane było za złą wróżbę. Coś jak dzisiaj czarny kot przebiegający drogę lub dopuszczenie do głosu Krystyny Pawłowicz.

Za to walentynkowo błysnęła posłanka Joanna Lichocka, drapiąc się pod okiem (z miłości do opozycji) gestem uznawanym współcześnie jako bardzo obraźliwy. I tak sobie pomyślałem, że jeżeli Komisja Etyki uzna, że pani posłanka zachowała się niepoprawnie, to powinna ją skazać na jedną z poniższych kar:
a/ przesłuchanie audiobooka “Nad Niemnem” czytanego przez Beatę Szydło;
b/ pół godziny w klatce z posłanką KlaudiąJachirą;
c/ obcięcie środkowych palców, po prostu. Wiem, nie można być aż tak okrutnym, każdy polegnie wcześniej czy później przy powieści Elizy Orzeszkowej..

Tekst: Wojciech P. Knapik