Może Bałtyk? Morze, góry? Co ja piszę, ale bzdury! Chyba winne są upały, mózg mi się już przegrzał cały…

W tym roku zostaliśmy dopieszczeni słońcem i temperaturami. Oczywiście, przy całej fali upałów, jedyny weekend, jaki spędziłem nad naszym polskim morzem, był dżdżysty i wietrzny, szorty kąpielowe w palemki nie zostały niestety użyte, “Klątwa Bałtyku” działa nieprzerwanie od roku 1989. W przyszłym roku zamierzam na trzydziestolecie ostatniej kąpieli w tym morzu zareagować na falę upałów i pojechać na wybrzeże, decydując się w ostatniej chwili. Czy coś z tego wyniknie, nie wiem, ale ambitny plan jest. I tak jest lepiej niż kilka lat temu, kiedy to w ciągu całego roku wyjechałem tylko dwa razy na weekend: pierwszy w zimie, kiedy wyjątkowo było po minus 25 stopni i oprócz knajp z grzańcem nie było szans na zwiedzanie, a drugi na weekend majowy z planem eksploracji Dolnego Śląska, co się nie udało przez 4 stopnie i rzęsiste deszcze. W tym roku weekend majowy został odczarowany i niech tak już zostanie.

Mamy klęskę urodzaju wszelkich owoców, bo u nas albo omrozi i czereśnie są po 25 zł za kilo, albo przesadnie obrodzi i nie ma kto zbierać. W niektórych przypadkach sadownicy proponowali nawet 70% zbiorów jako zapłatę za pracę! Gdyby to była na przykład praca przy produkcji banknotów dla NBP i na takich zasadach, to ja chętnie bym się podjął, ale owoce… Bez przesady 🙂 Tym bardziej, że wychowany w czasach kryzysu lat 80. i pragnący pomarańczy oraz bananów, w dalszym ciągu mam poczucie, że jem coś z eksportu, więc i lepsze.

Lubię na przykład arbuza. W tym roku odkryłem arbuza żółtego – wydaje się być bardziej soczysty i mieć słodszy, lekko miodowy smak. I nie ma pestek, a jak ma, to miękkie 🙂 I dobrze w upał taki arbuz smakuje, szczególnie z lodówki. A dziś pomyślałem, że sprawdzę, ile kalorii ma taki arbuz, bo tak na posiad to pewnie z kilo zjadam. Wyszło, że 30 kcal/100g, więc całkiem dobrze. I czytam sobie tutaj, że: “arbuz w 92 procentach składa się z wody i zawiera niewielką ilość witamin i składników mineralnych”. Jednak arbuzy ceni się za inne właściwości – dużą zawartość przeciwutleniaczy, które opóźniają proces starzenia i hamują rozwój komórek nowotworowych oraz cytruliny – aminokwasu, który wspomaga pracę serca, przyspiesza proces
regeneracji mięśni u sportowców oraz… działa jak viagra. Jak tu nie lubić arbuza-łobuza?!

A za chwilę wieczory się wydłużą, więc i pewnie więcej obejrzę filmów w kinie, bo w lecie raczej królowały imprezy plenerowe, z ogrodem teatralnym na czele. A ponieważ zbliża się setna rocznica odzyskania niepodległości, czeka nas zapewne wysyp produkcji stricte patriotycznych. Nie jestem fanem naszych rodzimych obchodów tego święta, które powinno być świętem radosnym, a jest smutne i szare. Zamiast ciekawych propozycji kulturalnych dostajemy wieczornice i patriotyczne recytacje, czyli niejako schedę po szkolnych apelach. Ale widać być może światełko w tunelu…

W sieci pojawiły się pierwsze zdjęcia z realizowanej obecnie produkcji filmowej o Józefie Piłsudskim w reżyserii Michała Rosy (“Czas honoru”). W roli marszałka wystąpi Borys Szyc. Oczywiście internet zareagował w klasyczny sposób, nie zostawiając na odtwórcy głównej roli i reżyserze suchej nitki. I zacząłem się nad tym zastanawiać, bo o ile gra aktorska Szyca jest zupełnie w porządku i na zdjęciach widać dodatkowo, że charakteryzacja zrobiła robotę, to niestety (albo i stety, zależy od produkcji, w której występuje) głos Borysa jest mocno charakterystyczny
i może się kojarzyć z niezwykłymi “dziełami” pokroju Kac Wawa czy też JOB. To tak, jakby głos Boberka, dubbingującego króla Juliana, użyć do arii operowych. Ale mogę się mylić, czego sobie i widzom życzę. “Czas Honoru” był niezły, przynajmniej te odcinki z czasów drugiej wojny. Dajmy szansę reżyserowi i aktorom, może będzie to coś ponad “Koronę królów”. Inna sprawa, że po zapowiedziach producentów oczekuję, że wreszcie zostanie zrobiony film bez zadęcia, martyrologii i gloryfikowania marszałka, że nie powstanie opowieść o wielkim wodzu, tylko o człowieku pełnym wiary w swój kraj i pasji. O rabusiu napadającym na pociągi przewożące pieniądze, a nie o dobrotliwym dziadku z sumiastym wąsem, którego od beatyfikacji dzieli zaledwie jeden dobry uczynek. I na koniec ciekawostka: Piłsudski nosił gęstego wąsa nie dla ozdoby, zasłaniał po prostu brak zębów – jedynek, wybitych przez ruskiego sołdata. Ciekawe, czy Szyc, aby wczuć się w rolę, coś z tym zrobi…

Tekst: Wojciech P. Knapik